Archiwum miesiąca: październik 2019

elektryczne samochody

Polski sposób na powszechną infrastrukturę ładowarek dla samochodów elektrycznych

elektryczne samochody

Infrastruktura techniczna jest wg wielu specjalistów branży samochodowej tzw. wąskim gardłem w upowszechnianiu samochodów elektrycznych na wielką skalę. Pozostałe zmienne wskazują na szybko rosnące zapotrzebowanie rynku, a także realną sprzedaż. Inżynierowie z Wodzisławia Śląskiego opracowali rozwiązanie wykorzystujące infrastrukturę słupów oświetleniowych jako bazę do ładowania samochodów elektrycznych.

•    Rynek przyspiesza – 90% wzrost sprzedaży „elektryków” rok do roku (dane PSPA z raportu elektromobilności sierpień 2019 r.).
•    Coraz więcej premier samochodów elektrycznych (dane www.elektrowoz.pl: https://elektrowoz.pl/porady/aktualne-ceny-samochodow-elektrycznych-w-polsce-sierpien-2019/).
•    Spadające ceny samochodów elektrycznych – coraz więcej samochodów dostępnych poniżej 90 tys. złotych; zapowiadane premiery aut: Skoda CitigoE iV, Seat Mii Electric oraz nowy VW e-Up.
•    Dopłaty do „elektryków” na poziomie do 37 tys. dla samochodów do 125 tys.
•    Dostępność dla każdego użytkownika: nowe formy finansowania – abonament, wynajem długoterminowy, carsharing, abonament wiązany z zakupem mieszkania developerskiego etc.
•    Infrastruktura: 888 stacji ładowania na koniec sierpnia 2019 r. (dane PSPA z raportu elektromobilności sierpień 2019 r.).

Ładowanie w nocy z korzyścią dla auta, środowiska i użytkownika

Istniejąca technologia nie pozwala na ładowanie samochodu w czasie podobnym do jego tankowania paliwem konwencjonalnym. To po prostu niemożliwe, a pogoń w tym kierunku wiąże się z łamaniem barier materiałów, kosztów energii, bezpieczeństwa oraz korzyści dla środowiska. Mimo że co trzecia stacja ładowania w Polsce daje teoretyczną możliwość naładowania samochodu w pół godziny lub krótszym, to producenci samochodów spowalniają ten proces, zabezpieczając użytkowników oraz wydłużając czas życia baterii.

Wielu specjalistów uważa, że ładowanie samochodów powinno odbywać się mniejszym prądem. Dzięki temu wydłuża się żywotność baterii, co chroni środowisko, zapobiegając przedwczesnej wymianie, utylizacji starych i produkcji nowych akumulatorów. Taki sposób ładowania stabilniej wykorzystuje istniejącą infrastrukturę elektryczną, dla której obsługa obecnej elektromobilności nie jest wyzwaniem, ale w przyszłości, przy prognozowanej skali około 1 mln pojazdów elektrycznych w Polsce, podłączenie tak olbrzymiej liczby pojazdów będzie znacząco obciążać sieci energetyczne.

– Potrzebna jest zmiana myślenia o tankowaniu auta – uważa dr hab. inż. Marcin Kasprzak z Wydziału Elektrycznego Politechniki Śląskiej, profesor tej uczelni.
– Większość samochodów osobowych więcej stoi, niż jeździ. To normalne dla większości użytkowników prywatnych. Gdy idziemy spać, a nasze auto stoi zaparkowane przed budynkiem, to idealny czas, w którym można je doładować. W skali makro to również najkorzystniejszy czas dla sieci energetycznej, która może dodatkowo zachęcać do ładowania samochodów w określonych godzinach dzięki specjalnym obniżonym taryfom – dodaje prof. Kasprzak.

Bariera zakupu pierwszego auta elektrycznego

Jak wynika z analiz www.elektrowoz.pl, stale rośnie liczba samochodów w pełni elektrycznych oraz hybryd poruszających się po polskich drogach – w tej chwili jest ich już ponad 6670. Z każdym miesiącem kolejne koncerny samochodowe zapowiadają wprowadzanie na rynek nowych modeli „elektryków”, dzięki czemu rośnie konkurencja, a ceny spadają.

Tymczasem, jak wynika z rozmów z dealerami samochodowymi, największą barierą w zakupie pierwszego „elektryka” staje się dostępność prądu w miejscu jego stałego parkowania.

Problem dotyczy przede wszystkim osób mieszkających w blokach i innych wielorodzinnych budynkach mieszkalnych, którzy stanowią wg analizy Home Brokera (na podst. danych Eurostatu za 2016 r.) 42,5% wszystkich Polaków. Właściciele domów mają zwykle możliwość podpięcia ładowarki do swojej domowej sieci elektrycznej i to oni na razie najchętniej kupują samochody elektryczne.

Rozwiązanie powszechności stacji ładowania w Polsce?

Inżynierowie ze spółki Alumast SA z Wodzisławia Śląskiego opracowali rozwiązanie wykorzystujące infrastrukturę słupów oświetleniowych jako bazę do ładowania samochodów elektrycznych. Zastępując istniejące słupy betonowe, stalowe lub drewniane słupami kompozytowymi – odpornymi na czynniki atmosferyczne i działania wandali, a także w razie zderzenia bezpiecznymi dla kierowców – opracowali stację ładowania o mocy do 22 kW zintegrowaną z kompozytowym słupem oświetleniowym, co pozwoliłoby na pełne ładowanie miejskiego samochodu elektrycznego w ciągu od nawet dwóch do kilku godzin.

– Wykorzystanie obecnej infrastruktury oświetleniowej to najefektywniejsze, najtańsze i długofalowo najkorzystniejsze dla środowiska rozwiązanie problemu ładowania samochodów – wyjaśnia Jarosław Schabowski, dyrektor BRD i rozwoju kompozytów Alumast S.A. – Zamiast budowania kosztownych urządzeń, stacji transformatorów, zabezpieczenia ładowarek przed działaniami wandali, wystarczy wykorzystać słupy kompozytowe, które już dziś z powodzeniem funkcjonują w wielu miastach w Polsce, zarówno na terenach prywatnych, jak i publicznych – dodaje Jarosław Schabowski.

Dodatkowym atutem takiego rozwiązania jest oświetlenie ładowanego pojazdu, możliwość wyposażenia słupa kompozytowego w czujniki ruchu, które zwiększą oszczędności w zarządzaniu oświetleniem oraz podniosą pasywne bezpieczeństwo pojazdów. Takie rozwiązanie zastosowane na osiedlowych parkingach jest stosunkowo proste do wdrożenia bez potrzeby ingerencji w istniejącą infrastrukturę elektryczną.

Polski patent ładowarek w słupach kompozytowych znajduje już pierwszych klientów i zaczyna się upowszechniać. Spółka Alumast SA nie zdradza na tym etapie, z kim prowadzone są rozmowy oraz podpisywane kontrakty na dostawę nowoczesnych ładowarek.

– Myśląc o elektromobilności, myślimy zwykle o samochodach elektrycznych, ekscytujemy się osiągami, funkcjonalnością, a także korzyściami dla środowiska, czystym powietrzem oraz ciszą w miastach etc. – mówi Zbigniew Szkopek, prezes Alumast SA. – Tymczasem firmy energetyczne, dostawcy i dystrybutorzy energii elektrycznej podejmują działania, które zapewnią bezpieczeństwo i stabilność sieci w perspektywie następnych 10, 20 czy 30 lat. Taka wizjonerska perspektywa jest niezbędna już w tej chwili. Nasze rozwiązanie wpisuje się w zrównoważony rozwój środowiska, bezpieczeństwo użytkowników i ogólne dobre wykorzystanie technologii elektrycznych – dodaje Zbigniew Szkopek.

Kompozytowe słupy oświetleniowe Alumastu znajdują już zastosowanie w setkach lokalizacji zarówno w Polsce, jak i za granicą, dostarczając dużej liczby danych do testów i analiz. Zdobywają nagrody na targach branżowych, spełniając wyśrubowane normy środowiskowe i technologiczne oraz uzyskując niezbędne certyfikaty i dopuszczenia.

Czy polska elektromobilność ma szansę na większe przyspieszenie? Czy wąskie gardło w rozwoju rynku mające postać skromnej infrastruktury ładowarek zostanie zlikwidowane dzięki słupom kompozytowym w ramach istniejącej infrastruktury oświetleniowej dróg, parkingów i osiedli? Podobno najciemniej jest pod latarnią, a najprostsze rozwiązania stają się tymi najlepszymi. Według wielu specjalistów już najbliższe miesiące powinny przynieść odpowiedź na te pytania.

————————
Informacje o spółce

Alumast SA jest wiodącym projektantem i producentem innowacyjnych rozwiązań kompozytowych wykorzystywanych w wielu branżach, m.in. kolejowej, energetycznej, teletechnicznej czy drogowej. Słupy i konstrukcje Alumast SA są z powodzeniem wykorzystywane w inwestycjach drogowych, energetycznych, deweloperskich oraz w branży HoReCa.

Swoją działalność Alumast rozpoczął jako kilkuosobowa firma specjalizująca się w produkcji, sprzedaży i montażu rozwiązań aluminiowych. Na przestrzeni lat skupił się na rozwoju oferty opartej na innowacyjnych właściwościach kompozytu polimerowego. Dzięki temu jego produkty znalazły zastosowanie w ponad 40 krajach na całym świecie.

Alumast S.A.
•    Marklowicka 30A 44-300 Wodzisław Śląski
•    fax +48 32 455 47 25
•    email: info@alumast.eu

 

Branża budowlana

Branżę budowlaną czeka kryzys? Eksperci nie mają wątpliwości

Branża budowlana

Chociaż ostatnio spadła liczba niewypłacalnych firm budowlanych, eksperci ostrzegają, że branżę mogą czekać kłopoty. Budowlanka zmaga się z rosnącym zadłużeniem, brakiem pracowników i zatorami w płatnościach. To powoduje, że jesienią może nas czekać fala upadłości firm, jeśli w porę nie zareagują i nie zdecydują się na restrukturyzację.

W pierwszych trzech kwartałach tego roku o 9 proc. spadła liczba upadłości i restrukturyzacji w branży budowlanej w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Od stycznia do września 2019 r. 95 firm okazało się niewypłacalnych, a w tym samym okresie 2018 r. aż 104 firmy – wynika z raportu Coface. Zdaniem ekspertów to efekt boomu związanego z popytem na mieszkania. Widać jednak pierwsze symptomy pogorszenia sytuacji – spada popyt na materiały budowlane i zmniejsza się liczba rozpoczynanych inwestycji.

– Obserwujemy nakładanie się kilku niesprzyjających czynników w tym samym czasie. Rosnące koszty materiałów, spadająca rentowność inwestycji, zatory płatnicze oraz trudności w znajdowaniu pracowników potęgowane są również przez zmiany fiskalne, takie jak odwrócony VAT oraz split payment – ocenia Małgorzata Anisimowicz, prezes PMR Restrukturyzacje SA.

Jak podkreślają doradcy restrukturyzacyjni, na branży budowlanej może się również odbić wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie kredytów frankowych, który spowoduje, że kredyty mieszkaniowe będą mniej dostępne.

Kończy się hossa w budowlance

Branża budowlana uważana jest za jedną z najbardziej ryzykownych i wrażliwych na zmiany koniunktury gospodarczej. Jak wynika z raportu IRG SGH, w drugim kwartale tego roku doszło do osłabienia koniunktury w budownictwie. Wskaźnik koniunktury IRGCON wyniósł 22,4 punktu, a więc odnotował spadek o 6,2 punktu w stosunku do tego samego okresu w ubiegłym roku. To największy spadek koniunktury w budowlance od 2012 r. – podkreślają autorzy raportu.

Potwierdzają to dane GUS, według których we wrześniu wskaźnik koniunktury w budownictwie spadł do 3,2. W sierpniu wynosił 5,6, w lipcu 6,2, w czerwcu 7,8, a w kwietniu 8,9.

Obawy te podzielają przedsiębiorcy budowlani, którzy z niepokojem patrzą w przyszłość. Spadku koniunktury w tym sektorze obawia się aż 19 proc. właścicieli firm, a 38 proc. nie jest w stanie przewidzieć, jak sytuacja będzie się rozwijała – wynika z badania EFL. Optymistycznie zapatruje się na przyszłość branży tylko 37 proc. ankietowanych.

1. Rosną zatory płatnicze

Wszyscy przedsiębiorcy skarżą się na zatory płatnicze, jednak najbardziej uderzają one w firmy budowlane. Aż 64 proc. przedsiębiorstw z tego sektora czeka ponad dwa miesiące na pieniądze za wykonaną pracę – wynika z badania BIG InfoMonitor.

Jak podaje Biuro Informacji Kredytowej, zaległości płatnicze w budownictwie w drugim kwartale tego roku wyniosły aż 4,9 mld zł. Kwota ta podwoiła się w ciągu pół roku, bo pod koniec 2018 r. wynosiła 2,4 mld zł.

2. Brak pracowników

Brak siły roboczej to największe wyzwanie dla branży budowlanej. Polscy pracownicy wyjeżdżają za granicę, a Ukraińcy i Białorusini, na których dotąd budowlanka mogła liczyć, coraz częściej wolą pracować na Zachodzie niż na polskich budowach. Branża konkuruje o pracownika nie tylko w swoim sektorze, ale też coraz częściej z handlem i transportem.

Rosnącego zapotrzebowania nie są w stanie zaspokoić nawet pracownicy z zagranicy. Długi okres oczekiwania na zezwolenia na pracę dla obcokrajowców wywołuje sporą fluktuację kadr w firmach budowlanych i pogorszenie ich zdolności produkcyjnych. Wpływa to również na spadek atrakcyjności naszego kraju dla potencjalnych imigrantów zarobkowych. Niestety, i to źródło pozyskania pracowników może niedługo wyschnąć. Aż 45 proc. pracujących w Polsce obywateli Ukrainy planuje podjęcie pracy w Niemczech lub innych krajach Europy Zachodniej – wynika z badania przeprowadzonego przez EWL SA oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

– Niska podaż pracowników i destabilizacja rynku pracy wpływają nie tylko na wzrost kosztów siły roboczej, ale również na wydajność i jakość usług budowlanych. W efekcie takiej sytuacji mamy paradoks drastycznego spadku rentowności firm budowlanych pomimo utrzymującej się od 5 lat wciąż rosnącej produkcji w tym sektorze. Dzieje się tak, dlatego że ceny usług budowlanych rosną wolniej od kosztów, głównie materiałów budowlanych, siły roboczej, energii i paliw – uważa Jarosław Hyk, ekonomista z wrocławskiej firmy ABM.

3. Kłopotliwe zamówienia publiczne

Przedsiębiorcy działający w branży budowlanej i remontowej skarżą się na zaniżanie wartości inwestycji przez zamawiających. Coraz częściej okazuje się, że najtańsze oferty w przetargu budowlanym znacznie przekraczają oczekiwania zamawiających.

Zdarza się też, że firmy wycofują się z wygranych przetargów publicznych. Wynika to z gwałtownie rosnących cen materiałów i usług budowlanych oraz braku ich realnej waloryzacji przez zamawiających. Co prawda wprowadzono do kodeksu cywilnego przepisy, które pozwalają na zmianę umów w szczególnych okolicznościach (np. groźba rażącej straty dla firmy), jednak inwestorzy publiczni niechętnie zgadzają się na takie rozwiązanie.

4. Brak finansowania działalności gospodarczej

Jedną z największych bolączek sektora budowlanego jest brak płynności finansowej. Przedsiębiorcy skarżą się na to, że długo czekają na zapłatę, co powoduje, że nie mają środków na bieżącą działalność.

Problem rozwiązałyby kredyty bankowe, jednak są one niedostępne dla firm, które nie mają odpowiedniego zabezpieczenia, działają krótko na rynku lub nie odnotowały zysku, a często wręcz wyczerpały już swoją zdolność kredytową i mają kłopoty w spłacaniu bieżących zobowiązań wobec banków.

Problemy z niedokapitalizowaniem przedsiębiorstw budowlanych zwiększają ryzyko prowadzenia działalności, co również odbija się spadkiem zdolności kredytowej tych firm. Dlatego banki coraz bardziej zaostrzają politykę kredytową dla tej branży.

Ratunkiem restrukturyzacja

Specjaliści restrukturyzacyjni przewidują, że już w najbliższych miesiącach wiele firm budowlanych zacznie doświadczać poważnych problemów finansowych, które zmuszą je do ogłoszenia upadłości lub szukania pomocy w restrukturyzacji. Im wcześniej zgłoszą się po pomoc i podejmą wysiłek zmiany, restrukturyzacji, dostosowania swojego biznesu do nowych warunków, tym mają większe szanse na zachowanie biznesu i wzrost. Najczęstszą praktyką jest jednak czekanie do samego końca.

– Firmy najczęściej decydują się na proces restrukturyzacji, kiedy tracą płynność finansową. Warto to jednak robić na jak najwcześniejszym etapie, co pozwoli zabezpieczyć zarówno przedsiębiorstwo, jego właścicieli, pracowników, kontrahentów, jak i wierzycieli finansowych – uważa Małgorzata Anisimowicz. – Przedłużająca się sytuacja kryzysowa nie pozwala na wdrożenie zmian, a wiara w firmę, zarówno wśród klientów, kontrahentów, jak i pracowników, zmniejsza się z czasem – dodaje.

——————————–
PMR Restrukturyzacje SA
Spółka powstała z połączenia kilku kancelarii uznanych specjalistów w zakresie restrukturyzacji przedsiębiorstw. Przed połączeniem kancelarie działały na terenie Warszawy, Łodzi, Kalisza oraz w regionie Dolnego Śląska. Spółka korzysta z wieloletnich doświadczeń kancelarii, poszerzając jednocześnie obszar działań na cały kraj i konsekwentnie realizując strategię rozwoju, która zakłada otwieranie oddziałów partnerskich PMR w całej Polsce oraz za granicą – najpierw w Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Celem działań spółki jest stworzenie kompleksowej obsługi firm w zakresie wysoce wyspecjalizowanych usług doradczych planowania i realizacji procesów restrukturyzacyjnych, postępowań układowych i naprawczych w egzekucji z dochodów przedsiębiorstw. PMR obok doradztwa oraz stosowania odpowiednich narzędzi prawnych, wykorzystując jednocześnie nowe narzędzia wprowadzone ustawą Prawo restrukturyzacyjne, która weszła w życie 1 stycznia 2016 r., daje firmom możliwość zewnętrznego finansowania restrukturyzacji oraz inwestycji typu distressed assets.

Cechą wyróżniającą PMR spośród innych podmiotów na rynku jest komplementarność i kompleksowość wyspecjalizowanych usług – wśród ekspertów spółki obok zarządców, prawników i doradców restrukturyzacyjnych znajdują się również negocjatorzy z doświadczeniem w układach pracowniczych oraz z wierzycielami.
Spółka ze względu na jakość komunikacji w swoich biurach zagranicznych zapewnia przedsiębiorcom obsługę również w języku polskim.

Więcej informacji: http://pmr-restrukturyzacje.pl/.

PMR Restrukturyzacje S.A.
ul. Twarda 18 piętro 21
00-105 Warszawa

+48 22 300 51 04
+48 22 300 51 05
+48 22 300 51 06 (fax)
kancelaria@pmr-restrukturyzacje.pl

frank szwajcarski

Radość frankowiczów, paraliż sądów i mniej kapitału na kredyty

Za korzystny dla frankowiczów wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej najpewniej zapłacą klienci banków. Kredyty hipoteczne nie będą tak łatwo dostępne, mogą też poszybować w górę ceny usług finansowych i oprocentowania nowych pożyczek.

frank szwajcarski

Spłacający kredyty frankowe mogą odetchnąć z ulgą. Choć to nie koniec ich batalii sądowych, najważniejszy wyrok mają już za sobą. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) orzekł, że niezgodne z prawem jest stosowanie klauzuli indeksacyjnej. To oznacza konieczność zamiany indeksowanych kredytów we frankach szwajcarskich na złotowe i otwiera tysiącom kredytobiorców drogę do przeliczenia rat na nowo i odzyskania części pieniędzy. Dłużnicy mogliby liczyć nie tylko na zwrot nadpłaty, ale też niższe raty kredytowe w przyszłości.

Przed frankowiczami jednak nadal długa droga. Muszą występować na drogę sądową, ale można się spodziewać, że polskie sądy będą się kierowały orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu.
Wyrok TSUE ucieszy szczególnie tych konsumentów, którzy nie są w stanie spłacać rosnących rat kredytu frankowego i rozważali upadłość konsumencką. Nie zawsze jest to najlepsze rozwiązanie, szczególnie gdy kredyt we frankach jest jedynym zobowiązaniem dłużnika. Doradcy restrukturyzacyjni przewidują, że spadnie liczba upadłości spowodowanych kłopotami ze spłatą kredytów frankowych.

– Mimo że każda ze spraw będzie rozstrzygana z uwzględnieniem indywidualnej sytuacji, to wyrok stanowi dla wszystkich posiadających sporne umowy kredytów we frankach niezwykle istotny środek obrony swoich praw, w tym daje możliwość zdecydowania, czy umowa zostanie utrzymana w mocy. Jednakże z uwagi na liczbę procesów i spodziewane ich rozciągnięcie w czasie trzeba mieć świadomość, że nie stanie się to szybko, a czas w przypadkach zagrożenia upadłością jest jednym z najważniejszych zasobów – mówi Małgorzata Anisimowicz, prezes zarządu PMR Restrukturyzacje SA.

Krach bankowy?

Świat finansów wieszczy poważne kłopoty sektorowi bankowemu. Związek Banków Polskich wyliczył, że zamiany kredytów walutowych na złotowe ze stawką LIBOR będą kosztowały sektor bankowy ok. 60 mld zł. Optymiści uważają, że przewalutowanie kredytów będzie rozłożone w czasie i nie spowoduje krachu.

Najbardziej odbije się to jednak na klientach banków. Kredytodawcy będą musieli zarezerwować pieniądze na odszkodowania dla frankowiczów, będzie więc mniej pieniędzy na udzielanie nowych kredytów hipotecznych. Dotyczy to głównie czterech banków, które są najbardziej obciążone indeksowanymi kredytami frankowymi: PKO BP, mBank, Getin i Millenium. Klientom pozostaną te banki, które nie mają takich problemów.

Koszty związane z wyrokiem TSUE banki mogą też odbijać sobie w inny sposób, np. poprzez obniżenie oprocentowania lokat, wzrost opłat za usługi czy podwyższenie kosztów nowych kredytów.

– Wiążące się z wyrokiem konsekwencje dla banków dotyczące ich kosztów najprawdopodobniej zostaną przeniesione, chociaż nie wprost, na usługi bankowe. Zapewne objawią się w postaci wyższych marż i prowizji udzielanych kredytów. To z kolei może istotnie wpłynąć na kondycję finansową i uzyskiwaną płynność sektora MŚP finansujących się kapitałem obcym i funkcjonujących w oparciu o strategie konkurowania niską marżą. W sytuacji nieaktualnych rynkowo modeli biznesowych, których atutami były niskie koszty pracy, a restrukturyzacja operacyjna nie została przeprowadzona we właściwym czasie, prognozowany wzrost kosztu kapitału obcego stanie się dodatkowym czynnikiem obniżenia wyników – komentuje Małgorzata Anisimowicz.

– Z punktu widzenia doradcy restrukturyzacyjnego niepokojącym aspektem omawianych konsekwencji wyroku jest także pozycja przedsiębiorstw w restrukturyzacji, którym już niechętnie udzielane są pożyczki i kredyty, a spodziewana możliwość zmniejszenia przez banki liczby aktywów ważonych ryzykiem nie poprawi tej sytuacji – dodaje.

– Najważniejsze dla uczestników rynku jest, aby korzyści rozwiązań prawnych pozostawały w związku z ekonomicznymi – reasumuje Małgorzata Anisimowicz.

Paraliż sądów

Największy problemy czeka polskie sądownictwo. W Polsce jest około 450 tys. frankowiczów, a ich kredyty wynoszą w sumie ok. 125 mld. Do tej pory nieliczni zdecydowali się na batalie sądowe z bankami. Teraz, zachęceni wyrokiem TSUE, mogą ruszyć do sądów.
Kancelarie prawne przyznają, że rośnie zainteresowanie konsumentów dochodzeniem od banków roszczeń z tytułu kredytów frankowych. Na falę pozwów nie jest przygotowany polski wymiar sprawiedliwości, który zmaga się z przedłużającymi się sprawami sądowymi.

Jak wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości, reforma sadownictwa nie wpłynęła na przyspieszenie rozstrzygania cywilnych spraw sądowych. Wręcz przeciwnie, wydłużył się średni czas trwania takich postępowań – do 121 dni. W pierwszym półroczu tego roku do sądów wpłynęło prawie 5,7 mln spraw cywilnych, a nierozstrzygniętych pozostało prawie 2,5 mln.

Sprawa Dziubaków trafiła do TSUE
Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu zajmuje się kredytami frankowymi za sprawą Justyny i Kamila Dziubaków. Małżeństwo wytoczyło proces przeciwko Raiffeisen Bank o kredyt indeksowany kursem franka szwajcarskiego.

Kredyt, wzięty w 2008 r. na 40 lat, był wyrażony w polskich złotych, ale indeksowany do franka szwajcarskiego. Państwo Dziubakowie domagali się uznania nieważności umowy z bankiem ze względu na zawartą w niej nieuczciwą klauzulę indeksacyjną. Rozpoznający sprawę sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie miał wątpliwości i skierował w kwietniu 2018 r. cztery pytania prejudycjalne do TSUE. Dotyczą one wykładni unijnego prawa w kwestii zawieranych we frankach umów kredytowych, w których znajdują się klauzule abuzywne.

Wiosną tego roku rzecznik generalny TSUE stwierdził, że kredyt indeksowany do franka szwajcarskiego może być zmieniony na złotowy z pozostawieniem frankowej stopy procentowej LIBOR. Uznał też, że sąd nie może samodzielnie uzupełniać luk, które powstaną po usunięciu zakazanych klauzul. To klient powinien decydować, czy chce, aby umowa z bankiem nadal obowiązywała.

W czwartek długo oczekiwany wyrok w tej sprawie wydał TSUE. Stwierdził, że można unieważnić umowę z bankiem, w której zawarto niedozwolone klauzule, a sąd powinien kierować się interesem kredytobiorcy. Dodał też, że „prawo Unii Europejskiej nie stoi na przeszkodzie unieważnieniu tych umów”, jeśli usunięcie abuzywnych klauzul zmienia znacząco charakter umowy lub po ich usunięciu należałoby zastosować stopę LIBOR dla kwoty złotowej.

TSUE przyznał też, że polskie prawo nie pozwala na uzupełnienie luk w umowie po wykreśleniu niedozwolonych klauzul.


Spółka powstała z połączenia kilku kancelarii uznanych specjalistów w zakresie restrukturyzacji przedsiębiorstw. Przed połączeniem kancelarie działały na terenie Warszawy, Łodzi, Kalisza oraz w regionie Dolnego Śląska. Spółka korzysta z wieloletnich doświadczeń kancelarii, poszerzając jednocześnie obszar działań na cały kraj i konsekwentnie realizując strategię rozwoju, która zakłada otwieranie oddziałów partnerskich PMR w całej Polsce oraz za granicą – najpierw w Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Celem działań spółki jest stworzenie kompleksowej obsługi firm w zakresie wysoce wyspecjalizowanych usług doradczych planowania i realizacji procesów restrukturyzacyjnych, postępowań układowych i naprawczych w egzekucji z dochodów przedsiębiorstw. PMR obok doradztwa oraz stosowania odpowiednich narzędzi prawnych, wykorzystując jednocześnie nowe narzędzia wprowadzone ustawą Prawo restrukturyzacyjne, która weszła w życie 1 stycznia 2016 r., daje firmom możliwość zewnętrznego finansowania restrukturyzacji oraz inwestycji typu distressed assets.

Cechą wyróżniającą PMR spośród innych podmiotów na rynku jest komplementarność i kompleksowość wyspecjalizowanych usług – wśród ekspertów spółki obok zarządców, prawników i doradców restrukturyzacyjnych znajdują się również negocjatorzy z doświadczeniem w układach pracowniczych oraz z wierzycielami.

Spółka ze względu na jakość komunikacji w swoich biurach zagranicznych zapewnia przedsiębiorcom obsługę również w języku polskim.

Więcej informacji: http://pmr-restrukturyzacje.pl/.